niedziela, 22 czerwca 2014

Las (1)



  Dawno, dawno temu zapisałam się na SAL Sosnowy. Wydrukowałam schemat, zakupiłam odpowiednią tkaninę, mulinę. Wszystko było gotowe, ale chęci gdzieś odeszły. Odeszły w sumie na bardzo długi czas i powróciły całkiem niedawno. Jeszcze tak nieśmiało wkraczają i podpowiadają - "zrób to", "zrób tamto" i o dziwo, zaczynam się rozkręcać. W końcu.

  Na tamborek wskoczył len. Uczę się dopiero tej tkaniny. Opornie mi idzie, niezbyt równo, ale cóż - w tej dziedzinie jestem nowicjuszką. Do tego nie stosuję żadnych linii, podziałek, zaznaczeń. Liczę wszystko na bieżąco. I mam nadzieję, ze efekt końcowy będzie mi odpowiadał.
  Na razie jest niewielki kawałek, do tego jeszcze strzeliłam takiego babola, ale postanowiłam nie pruć - cóż - teraz musze to jakoś "zamaskować" i będzie ok.
  Przerażona jestem faktem, iż na zdjęciu wygląda tak, jakby każdy krzyżyk był robiony w inna stronę. Musicie mi wierzyć na słowo, że tak nie jest. Do tego tkanina paskudnie wymiętolona, ale chciałam pstryknąć fotkę "już", "teraz" i takie są oto opłakane efekty.


  Na osłodzenie zbliżającego sie końca długiego weekendu i wizji jutrzejszego powrotu do pracy, częstuję przepysznym sernikiem na zimno z musem truskawkowym.


  I jeszcze na sam koniec pochwalę się, co chłopina mój szykuje dla naszego Wojciecha. Całkiem nieźle mu idzie, prawda? 



Pozdrawiam serdecznie 


wtorek, 17 czerwca 2014

Mirabelle

 

  Czy dane Wam już było podziwiać nową serię haftów z postacią Mirabelle, która to wyszła w zestawach firmy Bothy Threads? Nie, to poczekajcie - jedno cudo Wam pokażę już teraz. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i postanowiłam zrobić sobie taki wcześniejszy imieninowy prezent - a co...


 Kolorki nici są cudne, aż ma się ochotę rzucić wszystko inne w kąt i zabrać się za ten haft. Poza tym schemat jest na dużych arkuszach papieru błyszczącego niczym kredowy. krzyżyki są na jednym arkuszu, kontury na innym. Wszystko opracowane do perfekcji.  Ale niestety, musi jeszcze troszkę poczekać, teraz na tamborku coś innego jest, co niebawem pokażę. 


Zestaw zakupiłam w sklepie Needle&Art. Zajrzyjcie i zobaczcie pozostałe trzy zestawy z tej serii.

Piękna, prawda? 


Pozdrawiam gorąco

Lucyna

wtorek, 6 maja 2014

SAL Jingles - Noel



  Chwyciłam za igłę - mały sukces już za mną, bo zaczęłam coś robić. Wreszcie. Po tak długiej przerwie nawet przyjemnie było porobótkować przed tv. Mam nadzieję, że zapał nie opuści mnie szybko i znów będę Was męczyła swoimi wypocinami ;-)

  Trzeci obrazek SAL-owy już jest. 



  Jeszcze wiele pracy przede mną nim całość będzie ukończona, ale już widzę, że warto brnąć dalej. 



  Na deser polecam Wam przepyszną babkę piaskową, która jest lekka jak puch, nie zapycha jak tradycyjna babka piaskowa i ma taką delikatną nutę cytryny. A do tego jest bezglutenowa - w sam raz dla alergików. Polecam wypróbować.






Serdecznie pozdrawiam 


piątek, 25 kwietnia 2014

Co tam w trawie piszczy???


  Uwierzycie, jeżeli napiszę, że mam całkowitą niechęć robótkową? Do wszystkich robótek - całkowicie mnie odrzuciło i stan ten już trwa dosyć długo - ku mojemu przerażeniu. Ale czasem odzywa się taka chęć na zrobienie czegoś - może muszę usiąść i to jakoś powróci? Kto wie???

  Wycięłam kolejne podejrzane znamię. Za jakieś 3 - 4 tygodnie będzie wynik. Może to ta cała sytuacja odebrała mi radość "tworzenia". A może fakt "pożerania" książek jest temu winny ;-), a może to słońce grzejące błogo rozleniwia???

  Trzymajcie kciuki, aby naszły mnie chęci do działania, bo może jakaś pozytywna energia wysłana w moją stronę zda egzamin. 
  Tymczasem zostawiam foteczki mojej koteczki, dla której najbardziej pożądanym zajęciem jest sen (głęboki i przez nikogo niezakłócany - hehe):




Miłego dnia 

wtorek, 25 marca 2014

Przykre zaskoczenie



  Czy pamiętacie mój wpis mówiący o wycinaniu zmian barwnikowych z mojej skóry? Niektóre z Was pewnie pamiętają. Najpierw była pierwsza, wynik - plama soczewicowa. Pokazałam onkologowi kolejne i decyzja o wycięciu. W piątek odebrałam wyniki czterech wycinków i padł blady strach. W jednym "zamieszkał" czerniak złośliwy. Bardzo paskudny rak, który daje mnóstwo przerzutów. Złapany przez lekarza osobnik był w fazie "in situ" - jest to stadium przedrakowe, które rozwija się w naskórku około dwóch lat, po czym zaczyna naciekać w głąb skóry. 
  Wycięty fragment miał spory margines zdrowych tkanek. Niby mam się nie martwić, gdyż w odpowiednim momencie został wycięty, lecz jednak cały czas coś siedzi z tyłu głowy i szepcze najgorsze scenariusze. 
Oczywiście spytałam lekarza co by było, gdyby ta zmiana nie została usunięta. Odpowiedz była krótka, składająca się z dwóch słów: "umarłaby pani".

  Teraz czas na dodatkowe konsultacje, bo chcę wiedzieć, czy należy wykonać więcej badań, aby mieć pewność, że wszystko ze mną w porządku. 

  Pewnie zainteresuje Was, jak to moje znamię wyglądało. Otóż niepozornie. Zwykły tzw. pieprzyk, w środku którego była mała ciemniejsza plamka. Ot i tyle. 

  Dziewczyny - powtórzę się - jeżeli widzicie coś podejrzanego, znamię, które haczy, podkrwawia, zmienia kolor, ma nieregularny kształt  - udajcie się do lekarza. Czy to dermatolog, czy onkolog - najlepiej, aby badanie przeprowadzić dermatoskopem a nie "na oko", bo taki rodzaj badania do mnie nie przemawia. 


Pozdrawiam