wtorek, 25 marca 2014

Przykre zaskoczenie



  Czy pamiętacie mój wpis mówiący o wycinaniu zmian barwnikowych z mojej skóry? Niektóre z Was pewnie pamiętają. Najpierw była pierwsza, wynik - plama soczewicowa. Pokazałam onkologowi kolejne i decyzja o wycięciu. W piątek odebrałam wyniki czterech wycinków i padł blady strach. W jednym "zamieszkał" czerniak złośliwy. Bardzo paskudny rak, który daje mnóstwo przerzutów. Złapany przez lekarza osobnik był w fazie "in situ" - jest to stadium przedrakowe, które rozwija się w naskórku około dwóch lat, po czym zaczyna naciekać w głąb skóry. 
  Wycięty fragment miał spory margines zdrowych tkanek. Niby mam się nie martwić, gdyż w odpowiednim momencie został wycięty, lecz jednak cały czas coś siedzi z tyłu głowy i szepcze najgorsze scenariusze. 
Oczywiście spytałam lekarza co by było, gdyby ta zmiana nie została usunięta. Odpowiedz była krótka, składająca się z dwóch słów: "umarłaby pani".

  Teraz czas na dodatkowe konsultacje, bo chcę wiedzieć, czy należy wykonać więcej badań, aby mieć pewność, że wszystko ze mną w porządku. 

  Pewnie zainteresuje Was, jak to moje znamię wyglądało. Otóż niepozornie. Zwykły tzw. pieprzyk, w środku którego była mała ciemniejsza plamka. Ot i tyle. 

  Dziewczyny - powtórzę się - jeżeli widzicie coś podejrzanego, znamię, które haczy, podkrwawia, zmienia kolor, ma nieregularny kształt  - udajcie się do lekarza. Czy to dermatolog, czy onkolog - najlepiej, aby badanie przeprowadzić dermatoskopem a nie "na oko", bo taki rodzaj badania do mnie nie przemawia. 


Pozdrawiam 




niedziela, 9 lutego 2014

SAl Jingles - HoHoHo Holiday



  Wczoraj miałam ochotę na coś słodkiego, ale nie takiego "złego". Coś, co jest nazwijmy to zdrowe. Wybór padł na Ciasto kokosowe - takie bez cukru, z kaszą jaglaną, suszonymi daktylami. Zrobiłam pierwszy raz i wiem, że już na stałe będzie wpisane w nasze menu. Jest przepyszne. 
  Wprowadziłam małe zmiany i zamiast gorzkiej czekolady dałam mleczną na wierzch (wiem, wiem - nie za zdrowe), natomiast do masy kokosowej - syrop z agawy. 
  Minusem tego ciasta jest to, że chce się je jeść i jeść, i za szybko znika. Na kawałku nie można poprzestać ;-)



  Poza siedzeniem w kuchni było także siedzenie nad tamborkiem. Na kanwę wskoczył wesoły renifer z czerwonym nosem:



 Tym razem na kanwie nie ma tych błysków złotej nitki. Jednak sztuczne światło wprowadza zbyt dużo "iskierek" na tkaninie:





  To co już pojawiło się na kanwie cieszy mnie. Absolutnie nie żałuję, że dołączyłam do zabawy, gdyż już widzę, że na święta będziemy mieli prześliczną ozdobę, gdyż myślę, że juz mam gotową koncepcję jak ten haft wykorzystać. 


Pozdrawiam Was serdecznie
 - Lucyna




poniedziałek, 3 lutego 2014

Sal Jingles - Deck the Halls



  Jakiś czas temu, w sumie już podczas trwania zabawy, zapisałam się na SAL Jingles, który zorganizowała Mysia. Troszkę jestem w tyle,  ale każdy robi w swoim tempie, aby w sumie z haftowania czerpać przyjemność a nie jakiegoś rodzaju przymus. 

  Wzorek był przyjemny, dopiero pierwszy, nie wiem jak będzie z następnymi. Myślę jednak, że będzie ok. 

  Wybrałam Aidę 14ct w kolorze ecru przetykaną złotą nitką. Trzeba zuzyc stare zapasy, a myślę, ze kolor ten a zwłaszcza ta błyszcząca nitka - są odpowiednie na obrazek bożonarodzeniowy. 

  Niestety - jest wieczór, oświetlenie nędzne, czyli świetlówkowe energooszczędne ;-) i zdjęcia są jakie są. Innych mieć nie będę na chwilę obecną. Do tego z moim komputerem coś się dzieje i nie wiem czy nie trafi do naprawy, bo włączyć się gad nie chciał. A jak już trafi w ręce informatyka, to kilka dni będę odcięta od świata. 

  Ogólnie to nieciekawie wygląda ten obrazek, ale musicie mi wierzyć na słowo - w świetle dziennym prezentuje sie zdecydowanie lepiej. 


Tutaj nawet lepiej widać fragmenty xxx białą muliną ;-)



Spokojnej nocy Wam życzę


Koralikowe cukierasy - losowanie


  Z lekkim poślizgiem - czyli nic nowego, jestem i szybciutko ogłaszam kto wygrał w moim candy. 

  Najpierw jednak chciałabym Wam podziękować za udział i cierpliwość w oczekiwaniu na wyniki. Nie przedłużając pokazuję co i jak. 

  Bęben maszyny losującej załadowany:


  Włączamy maszynę, kręci, kręci - czasem wyrzucając losy w powietrze. Ja szybko łapię, wrzucam do bębna. Maszyna kręci dalej, kręci, kręci i w końcu wyciąga jeden los:


A ten los opisany był jako: 



Gratuluję Promyku i proszę o dane do wysyłki na maila. Adres w bocznej szpalcie. 


Pozdrawiam gorąco 

niedziela, 12 stycznia 2014

Koralikowe cukierasy



  Co za wstyd. Ponad tydzień temu miałam przedstawić niespodziankę dla Was. To "jutro" z poprzedniego posta stało się dopiero dzisiejszym dniem. Ale co się odwlecze... jak to powiadają - nie uciecze. ;-)

  Z małym poślizgiem chciałabym Wam zaproponować zabawę rozdawajkę. Przeglądałam swoje skrzynie z przydasiami i pomyślałam, że za nic nie zużyję tych wszystkich rzeczy, które tam zalegają. Postanowiłam uszczuplić troszkę zapasy koralikowe. Może któraś z Was będzie miała ochotę użyć je w swoich robótkach. 

  I tak, ogłaszam pierwsze w tym roku Candy koralikowe:



  To, co znajduje się na zdjęciu, to tylko część tego, co będzie do wylosowania. Nie pokażę reszty - to będzie niespodzianka, a trochę tego jest. Zawartość przesyłki ujawnię dopiero, gdy dotrze do wylosowanej osoby. Taki bonusowy element zaskoczenia. 

Co trzeba zrobić? 
1. Zostawić komentarz pod tym postem do północy 31.01.2014
2. Podlinkować zdjęcie na swoim blogu. 
3. Czekać na początek lutego, czyli na losowanie. 


Pozdrawiam cieplutko